Uwielbiam moje zajęcia tutaj! Dzisiaj analizowaliśmy teledysk Lady Gagi & Beyonce
w analizie pomagała nam Judith Halberstam
czwartek, 9 grudnia 2010
poniedziałek, 6 grudnia 2010
Back to the 90s..........
Generalnie na Erasmusa powinno się wyjeżdżać w wieku 20 lat, bo w przeciwnym wypadku człowiek czuję się bardzo staro - oto moja nowa życiowa mądrość! To odczucie potęguje również fakt, że piosenki z twojego dzieciństwa i okresu dojrzewania uważane są przez pozostałych za "stare"...

Isn Amsterdam created an event.

Tomorrow 21:30 at Cafe the Heffer
Come enjoy those "old" hits!!!! And be early so you can get a free drink on the house!!!!
EPILOG
O Jezu! po tym wpisie rozpętała się burza! Więc donoszę, że :
- wcale nie czuję się permanentnie staro, ale tylko czasem w grupie, w której średnia wieku wynosi 21 lat.
- większość i tak myśli, że mam 23 lat więc nie mam powodu do zmartwień.
- czasami nie znajduję platformy porozumienia z ludźmi, dla których Spice Girls to vintage a dla mnie część mojego dzieciństwa, które nadal wydaje mi się jakby było wczoraj
EPILOG
O Jezu! po tym wpisie rozpętała się burza! Więc donoszę, że :
- wcale nie czuję się permanentnie staro, ale tylko czasem w grupie, w której średnia wieku wynosi 21 lat.
- większość i tak myśli, że mam 23 lat więc nie mam powodu do zmartwień.
- czasami nie znajduję platformy porozumienia z ludźmi, dla których Spice Girls to vintage a dla mnie część mojego dzieciństwa, które nadal wydaje mi się jakby było wczoraj
Roomates
Naprawdę nie pamiętam co mnie podkusiło, aby w kwestionariuszu, który wypełniałam aplikując o pokój zaznaczyć opcję Shared room. Prawdopodobnie mój mózg jest kompletnie sformatowany przez amerykańskie filmy i seriale i wizja sielskiego życia w komunie została mi zaaplikowana z chwilą kiedy bohaterowie Beverly Hills 90210 poszli do college’u. Moja współlokatorka z Federacji Rosyjskiej okazała się nie być gorącą, tlenioną blondyną, z kryształkami Svarowskiego zamiast zębów, pijącą szampana bądź wódkę na śniadanie i szukającą bogatego męża w Europie Zachodniej. Zamiast tego mam nieodzywającą się studentkę logiki, która wychodzi z domu tylko do szkoły i ewentualnie na zakupy, żywiącą się jedynie owsianką, corn flakes’ami z jogurtem oraz kaszą, która preferuje milczenie bardziej niż przyjacielską pogawędkę. Ponieważ studiowała wcześniej lingwistykę wydaje mi się, że jest drugim Noamem Chomskim więc boje się pisać o niej więcej, bo prawdopodobnie jest w stanie zrozumieć zdania we wszystkich językach świata. Generalnie w moim budynku klucz doboru współlokatorów jest nie do rozgryzienia. Większość dostała w bonusie Azjatów, którzy mimo że są w Amsterdamie ponad trzy miesiące, nadal żyją według czasu chińskiego – śpią w ciągu dnia, wstają po południu i siedzą w nocy nie pozwalając swoim współlokatorom spać. Chińczycy ci – co oczywiste- są jedynakami (rozpieszczonymi), pobyt w Holandii jest ich pierwszym wyjazdem z rodzinnego domu więc kiepsko sobie radzą z pracami porządkowymi i generalnym ogarnięciem siebie. Co ciekawe moja roommate przejawia wiele cech chińskich i niechęć do sprzątania jest jedną z nich. Przez to mój pokój samoczynnie podzielił się na dwie części: czystą i cywilizowaną - moją oraz pełną różnych przedmiotów i części garderoby na podłodze, barbarzyńską część rosyjską. Mamy więc metaforyczną granicę, która nadal stawia Polskę w pozycji przedmurza chrześcijaństwa. Podobna granica istnieje w pokojach, w których istnieje podział na West and the Rest* tam jednak różnice kulturowe zarysowują się wyraźniej. Moja ulubioną anegdotą w tym wypadku jest historia Scotta – który oczywiście nie ma tak na imię, ale takie imię przynależy do jego zachodniej tożsamości- otóż Scott był bardzo oburzony kiedy musiał napisać esej na temat wykorzystywania ludzi i nieprzestrzeganiu praw człowieka. Wpada też w furię kiedy próbuję się z nim rozmawiać na temat demokracji oraz Tybetu. Może nawet droczenie z nim sprawiałoby mi niezłą frajdę, gdybym tylko była w stanie zrozumieć co do mnie mówi, bo nadal zdaje mi się, że mówi bardziej po chińsku niż po angielsku.
piątek, 3 grudnia 2010
Moja mała apokalipsa
Ten tydzień na pewno nie należy do najlepszych. Najpierw awaria moich jedynych zimowych butów zmusiła mnie do nieplanowego wydatku i zakupu pierwszych kozaków na lekkim obcasie. Przez kolejne trzy dni z rzędu próbowałam oszacować czy jest za zimno na rower i wczoraj oficjalnie się poddałam. Teraz muszę na nowo przyzwyczaić się do chodzenia lub co gorsza do komunikacji miejskiej, która w Holandii kosztuje majątek i jakoś nigdy nie jedzie dokładnie w tym kierunku, w który potrzebuję się znaleźć. Ale najgorsze stało się wczoraj w nocy! Moje kaloryfery, moje cudowne centralne ogrzewanie zepsuło się i jak się okazało moja administracja wykazuje podobną opieszałość w podjęciu próby ich naprawy jak administracja kamienicy w Krakowie w czasie ubiegłorocznego zamarznięcia rur! Ostatni mit upadł! Dziś w nocy - z tego co widzę za oknem - zamarzły kanały! Apokalipsa nadchodzi! Czas wracać!
Subskrybuj:
Posty (Atom)